Cirque du Soleil. Dralion

by

Zdanie "Każdy ma własną definicję rozrywki" rozpoczynało mój wpis o spektaklu
Cyrky Słońca pt. Alegria, który miałam okazję na żywo obejrzeć w sierpniu 2013 r. (KLIK!).
Niedawna wizyta cyrkowców w Polsce zaowocowała naszą wyprawą do Wrocławia,
byle by tylko móc ponownie ich podziwiać, tym razem w przedstawieniu Dralion.
Udało Nam się zdobyć bilety na 5 IV, czyli sobotę.


         


Chyba nie muszę pisać, że byłyśmy pod wrażeniem (my, czyli ja i moja mama;
wśród znajomych znane również jako Tygryski :)).

Zachwycało wszystko i wszyscy, począwszy od niezwykłej, monumentalnej scenografii,
przez popisy porażająco dobrze wyszkolonych artystów i cudne, bardzo pracochłonne
stroje, na elekrtyzującej, melodyjnej muzyce kończąc.





Po co tresować (czyt. męczyć) zwierzęta, skoro można się za nie... przebrać?







...bo cyrk bez klaunów to nie cyrk, prawda? :)







Charakteryzacja! Jestem pełna podziwu dla cierpliwości i jej autorów,
i samych artystów - nie wiem, czy byłabym w stanie spędzać długie godziny
w oczekiwaniu na jej wykonanie...




Scenariusz spektaklu opierał się na czterech żywiołach: ogniu, wodzie, ziemi i powietrzu.
Poszczególne numery były im podporządkowane, umiejętnie synchronizując się 
ze sztuką i kulturą Wschodu. To unikalne połączenie dało fantastyczny efekt
oczarowania publiczności, zapatrzonej w hipnotuzujące popisy artystów.

Obszerniejszy opis znajdziecie TU.








A tu tzw. dowodziki - czyli byłyśmy, widziałyśmy, uwieczniłyśmy... :)








Pozdrawiamy i ściskamy,
                                                                 Tygryski :)