Top 5: moje ulubione filmy

by

Chyba nie ma osoby, która nie lubiłabym oglądać filmów.
Niektórzy wolą ambitne, nawet awangardowe kino, inni ograniczają się
do 'popcornowych hitów kinowych' z przewagą na 'popcornowe'.
Bez wyrzutów sumienia mogę zaliczyć się do tych pierwszych.

Podobno gust wiele mówi o danym człowieku, więc również filmowy, prawda?
Sugerując się tą tezą przygotowałam krótką listę obrazów, które (jak dotąd)
spodobały mi się najbardziej. Filmy przedstawione są w przypadkowej kolejności.

(po kliknięciu na tytuł filmu otworzy się jego pełen opis na Filmwebie)



I. "TYGRYS I ŚNIEG" (Włochy, 2005)



Poeta Attilio De Giovanni bez wzajemności zakochany jest w Vittorii.
Gdy wyrusza ona z misją pokojową do Iraku, bez wahania rusza za nią.
Uzbrojony jedynie w swoją poezję rozpoczyna osobistą wojnę 
przeciw piekłu i zniszczeniom wywołanym przez działania wojenne. 
Jego miłość staje się symbolem miłości człowieka 
do całej społeczności, zdewastowanej przez ból i walki zbrojne.

Genialne połączenie komedii, dramatu ludzkich uczuć i podróży w świat
ogarnięty wojną. Całkowicie nieprzewidywalny, nieszablonowy, zaskakuje
mimo początkowej prostoty przekazu. Klasą, aktorstwem i realizacją 
bije na głowę przesadnie patetyczne produkcje.



II. "ŻANDARM SIĘ ŻENI" (Francja/Włochy, 1968)



Walcząc z piratami drogowymi sierżant Cruchot przypadkiem poznaje
atrakcyjną wdowę. Zaczynają się spotykać co na początku nie podoba się 
córce żandarma. Jednak Nicole szybko zaprzyjaźnia się z wybranką Cruchota. 
Życie sierżanta diametralnie się zmienia...

Uwielbiam całą serię "Żandarmów", ale ta część wyjątkowo mi się podobała.
Głównie ze względu na realność fabuły - zarówno kosmici, jak i np. wyjazd
do Nowego Jorku nie bardzo pasują mi do realiów lat 60. i 70. :)



III. "MÓJ NAUCZYCIEL" (Czechy/Francja/Niemcy, 2008)



Nauczyciel biologii Petr ucieka z centrum Pragi na wieś.
 Tam zaprzyjaźnia się z Marie i jej nastoletnim synem, Ladą. 
Wkrótce między tą trójką rodzą się silne emocje – Marie pragnie Petra, 
on pragnie Lady, a Lado... Te uczucia zaważą na całym ich życiu.

Szczerze mówiąc, mam serdecznie dosyć żenujących filmów o tematyce 
homofobii (najczęściej produkcji USA lub angielskiej), przedstawiających
gejów wyłącznie jako młodych, przeraźliwie chudych chłopaków w rurkach
i z grzywką na pół twarzy. Ten film jest zupełnie inny; nie nachalny,
nie jednostronny, nie infantylny i - co najważniejsze - nie zakłamany.
Mamy deficyt takich produkcji.



IV. "GRAN TORINO" (USA/Niemcy, 2008)



Walt Kowalski, weteran wojny w Korei i zapiekły rasista z krwi i kości,
 żyjący w świecie, który nieustannie ulega zmianom, zostaje zmuszony 
przez sąsiadów-imigrantów, do trudnej konfrontacji z własnymi zadawnionymi 
uprzedzeniami. A wszystko zacznie się od klasycznego samochodu 
Kowalskiego - Gran Torino z 1972 roku.

Po raz pierwszy obejrzałam go w czerwcu 2013 r. na lekcji polskiego.
Co ma to do tematu? A to, że tak jak nieziemsko trudno jest zaciekawić
i skłonić do refleksji krytycznych gimnazjalistów 'made in Facebook',
tak ten obraz pochłonął ich (nas?) w 100%. Film jest trochę drastyczny,
pojawiają się przekleństwa. A więc co mnie w nim najbardziej zachwyciło?
Prawdziwość zdarzeń, brak plastikowych przykrywek i cukierkowych, 
nienaturalnych zachowań. W dzisiejszych czasach takie filmy
to wielka rzadkość.



V. "UPROWADZONA" (Francja/USA/Wlk. Brytania, 2008)



Kim, 17-letnia córka Bryana Millsa, byłego agenta służb specjalnych, 
podczas wakacji w Paryżu zostaje porwana przez handlarzy 
żywym towarem. Zdesperowany Mills rusza jej na ratunek.
Nie cofnie się przed niczym, aby ocalić życie córki.

Może nie zachwyca oryginalnością fabuły, może nie stawia aktorom
wymogów posiadania ogromnego talentu. Ale bez zbędnych kurtyn
ukazuje okrutną rzeczywistość handlu kobietami oraz ludzi,
dokonujących tego handlu bez cienia ludzkich uczuć.
Film świetnie i szybko się ogląda - trudniej uwierzyć w to, że jego treść
nie jest jedynie wymysłem kreatywnego scenarzysty.
Wstrząsające.

EDIT: Zapomniałam napisać, że "Uprowadzoną" również oglądałam
na lekcji - na WDŻ (teraz pewnie każdy zacznie się zastanawiać,
jakich miałam nauczycieli... :)).



*  *  *

Mam nadzieję, że choć 1% z Was kojarzy tytuły, które wymieniłam.

Dlaczego wybrałam akurat te? Ponieważ mają wszystkie cechy filmu,
który uważam za co najmniej dobry: zaskakują, odblokują często
ukryte emocje, zostają w głowie na bardzo długo i trudno się od nich uwolnić.

I najważniejsze. Dobry film jest wtedy, gdy sprawia, że zaczynamy
snuć własne wersje losów bohaterów, którzy najbardziej przypominają Nas.


*  *  *


Pozdrawiam i ściskam (a tym, którzy za ambitnym kinem nie przepadają,
życzę odstawienia 'mega super hitów z gwiazdorską obsadą' - chociaż
na jeden weekend :)).


PS. A dla zaciekawionych tematem (lub bardzo się nudzących)
podaję adres swojego konta na Filmwebie (KLIK).
(stamtąd również pochodzą wszystkie wykorzystane plakaty)